Słów kilka: Zespół powstał w 2010 roku w Santiago w Chile. Obecnie rezyduje w Berlinie. Razem z Föllakzoid, La Hell Gang, The Holydrug Couple oraz The Psychedelic Schafferson Jetplane zaliczani do współczesnej fali chilijskiej psychodelii. Z początku stawiali na głośne, oparte na przesterze kompozycje, by z czasem złagodnieć i uspokoić swoje brzmienie. Sami są dość oszczędni określając swoją muzykę. Jedyny opis stworzony przez zespół i przeklejany w każde miejsce wygląda tak: „gramy neo-psychodelę i pochodzimy z Santiago de Chile”. Na koniec ciekawostka: podobno ich fanem jest Henry Rollins.

Czego przesłuchać przed: Since You Got It (2019)

Chicos de Nazca Since You Got It 2

Zaczynają utworem tytułowym, który w jakiś dziwny sposób kojarzy mi się z balladami… Pink Floyd. Głównie przez zaśpiew i ładne harmonie, bo już pustynnie brzmiąca gitara, której dźwięki wydają się być lekko rozstrojone, to zupełnie inna bajka. Najnowsza płyta Chicos de Nazca to przede wszystkim umiłowanie do ładnych, wpadających w ucho piosenek. Kompozycje rozwijają się powoli, aranżacje nie są zbyt zróżnicowane, ale za to partie poszczególnych instrumentów są tu naprawdę dopieszczone. Przesteru ze świecą szukać; całość zanurzona jest w klimacie marzycielskiej, popowej neo-psychodelii. Zaskoczeniem może być mały romans z americaną, której echa wybrzmiewają w postaci pojawiających się tu i ówdzie, pachnących południem partii gitary. Przez to materiał ten można opisać jako skrzyżowanie Wilco z The Replacements i przede wszystkim Spiritualized. Ciepła i bardzo przyjemna płyta.

Must listen: Street Social Afternoon

Utwór z pierwszej płyty zespołu. Gra sekcji i uzupełniających ją klawiszy mogłaby śmiało robić za podkład pod hip-hopową nawijkę. Dzieła dopełnia kosmiczna elektronika w tle i odzywające się nieśmiało dęciaki. Bardzo relaksujące.

Dla zaawansowanych: Tak jak pisałem wyżej, na pierwszych płytach Chicos de Nazca brzmieli trochę inaczej. Sporo przesteru, masa pogłosu, szybsze tempo i większe natężenie dźwięku – jeśli je lubicie, to sięgnijcie po któryś z dwóch pierwszych albumów: Far and Close z 2010 roku lub wydany rok później Fire Ride. Jeśli stawiacie na bardziej zróżnicowane dźwięki, to spróbujcie chyba najwyżej ocenianej płyty w dyskografii, czyli Ether (2017 r.)