Kojarzycie taki skład jak Cop Shoot Cop? Grupa ta rozpoczęła działalność pod koniec lat 80-tych i przetrwała do połowy kolejnej dekady. Sam wracam do niej często, ostatnio nawet częściej, bo dopiero po czasie zacząłem doceniać, jak zgrabnie łączyła ze sobą noise rocka z panującą wówczas modą na industrial, przeplatając to jeszcze inspiracjami z post-punkowego podwórka.

A Unsane? Stali bywalcy OFF Festivalu załapali się pewnie na jeden z ich ostatnich koncertów, który miał miejsce w 2018 roku w Katowicach. Rok później grupa przestała istnieć. Tu możemy już mówić o zdecydowanie większej popularności, bo Unsane często wymieniani są wśród klasyków noise/post-hardcore’u.

Pozostaje ostatni element Human Impact, czyli Swans. Ich znacie na pewno, bo kto nie zna Swans?

Human Impact tworzą Jim Coleman (samplery, elektronika) i Phil Puleo (perkusja) z pierwszego z wymienionych składów. Na gitarze i wokalu weteran sceny, czyli Chris Spencer z Unsane. Na basie gra z kolei Chris Pravdica, który tworzył przedostatnią inkarnację grupy prowadzonej przez Michaela Girę i był jej częścią w latach 2010-2016.

Jeśli znacie wszystkie wyżej wymienione nazwy, to możecie mniej więcej odgadnąć, jak brzmi materiał stworzony wspólnie przez tych muzyków. Zespołowi bardzo blisko do klasycznego brzmienia noise rocka z lat 90-tych. Brzmienie jest odpowiednio przybrudzone, tło stanowią hałasy, ale nie brakuje też lżejszych partii, za które głównie odpowiada tu elektronika Colemana. Gitara też potrafi zaskoczyć, jak chociażby w utworze Portrait, gdzie Spencer ni to bawi się przesterem, ni to próbuje odtworzyć brzmienie tego instrumentu kojarzącego się z kapelami z południa. Nie dziwi też wysunięcie do przodu basu, ale ten nie atakuje zgrzytami naszego słuchu. Prędzej uwypukla melodie i daje poszaleć nieco neurotycznej, industrialnie brzmiącej perkusji.

Największym zaskoczeniem jest jednak wokal Spencera, który przypomina mi skrzyżowanie Mansona z Toddem Lewisem (Toadies). Mniej tu prawdziwego krzyku, więcej zaśpiewów, skandowania i tonowania emocji oraz potraktowania własnego głosu jako kolejnego, zakurzonego nieco instrumentu w brzmieniowej układance Human Impact.

Human Impact na pewno będzie dużym rarytasem dla tych, którzy tęsknią za Cop Shoot Cop. Mam wrażenie, że pierwiastka tego zespołu jest tu najwięcej. Zawiera się on przede wszystkim w dość łatwym jak na obrany gatunek i brzmienie poziomie przyswajalności. Nie brak tu też nawiązań do inspiracji, które zgłębiała tamta grupa (dziwnie rozumiany funk, nacisk na piosenkowe aranżacje przy zachowaniu „nieczystego” brzmienia). Efektem jest jedna z ciekawszych płyt w tym gatunku wydanych w tym roku. Stanowiąca nie tyle nadzieję, ile potwierdzenie faktu, iż cofamy się powoli do tego, co grało w głośnikach w ostatniej dekadzie poprzedniego wieku. To też bardzo dobry start dla tych, którzy chcieliby dopiero wejść w tę stylistykę i zrozumieć, o co się w niej w ogóle rozchodzi.

Chciałbym też, by ten album i sam zespół nie były jednorazowym wybrykiem. Są na to zbyt dobrzy.

Bandcamp