Na początku tego roku, słuchając napotykanych nowości miałem wrażenie posuchy. Zarówno w styczniu i w lutym nie trafiłem, prócz opisywanych i wychwalanych przeze mnie płyt Lonker See Kiev Office na nic, co wzbudziłoby we mnie większe emocje. Może źle szukałem, bo gdy potem zacząłem uzupełniać tabelkę z nazwami płyt, które chciałbym opisać, to nieco się zdziwiłem. Dziś więc nadrabiam i polecam najnowszy materiał od: Dopelord, Graudance, Pusta Przestrzeń, Coals, Immortal Onion, Zimowa, Adam Witkowski, Bałtyk, The Dog, BYTY.

Dopelord – Sign of the Devil (2020) [stoner / doom metal]

Jakich innowacji żywieniowych byśmy się nie doczekali na przestrzeni tych ostatnich kilkunastu tysięcy lat, tak nadal podstawą śniadania wielu ludzi jest zwykły, pszenny chleb. Z muzyką jest podobnie jak z jedzeniem, bo przecież w obu przypadkach można kombinować i stosować różnorakie, dopasowane do upodobań odbiorców rozwiązania. Dopelord na Sign of the Devil stawia jednak na klasykę, oferując mąkę złożoną z trzech wartościowych nasion, jakimi są tu Black Sabbath, Electric Wizard i Goblin. To nie tylko najlepsza płyta grupy pochodzącej z Lublina, ale też najbardziej przebojowa, bo składniki w postaci melodii, odpowiednio zbalansowanych aranżacji i ciężkości całego materiału zostały tu odmierzone z iście mistrzowską precyzją. Efekt taki, że chce się tego materiału próbować, odkrywać jego smak na nowo, a w końcu włączyć na stałe do swojej muzycznej diety.

Bandcamp

Graudance – Myśli wsteczne EP (2020) [psychedelic alt rock / post-punk]

Jakiś czas temu trafiłem na utwór REM – długi, gitarowy track, który skojarzył mi się z tym, co scena post-punkowa robiła w latach 90-tych. Kompozycja ta otwiera zresztą Myśli wsteczne, czyli pierwsze wydawnictwo zespołu Graudance. Mamy tu do czynienia z mocno gitarowym materiałem, nawiązującym do post-apokaliptycznych klimatów Killing Joke, ale tłumaczącym je na swojski język klasycznej polskiej zimnej fali i rodzimego indie rocka (ale takiego w wykonaniu New York Crasnals). W kompozycjach grupy sporo jest powtórzeń, co  sprzyja budowaniu nastroju, a w tym przypadku jest to atmosfera zrezygnowania i fatalizmu, czyli tego, co fani gatunku lubią najbardziej. Szkoda tylko, że Graudance nie powstrzymali się przed nagraniem i umieszczeniem na końcu kawałka Sabina (Alternate Mix), który w założeniu miał być pewnie czymś na wzór żartu, ale w praktyce nieco rozbija ten wyjątkowy, ponury klimat, który udało się zespołowi osiągnąć na swoim debiucie.

Bandcamp

Pusta Przestrzeń – Pustka EP (2020) [alternative / indie pop rock]

Pustka to pierwsze wydawnictwo rzeszowskiego składu Pusta Przestrzeń. Cztery, dość zróżnicowane utwory, choć całości da się przybić łatkę „alternatywnego pop rocka” i wiem, że niby jedno przeczy drugiemu, ale zespół chyba z pełną premedytacją celuje swoją twórczością w tzw. muzykę środka. Ich brzmienie jest odpowiednio zbalansowane: melodyjne, niepokomplikowane aranżacyjnie, zawierające potencjał przebojowy i prawdopodobnie, gdyby stała za nimi jakaś większa wytwórnia, to z powodzeniem byliby grani w radiu. Szczególnie na plus wyróżnia się cięższy Film grozy, w którym zespół bawi się stylem rodem z jakiegoś przeklętego, zawierającego mroczne tajemnice parku rozrywki. Gorzej, jeśli pójdą w kierunku brzmienia z Nikt nie chce cię znać, bo jedno Happysad już na rynku mamy.

Bandcamp

Coals – docusoap (2020) [glitchtronicachillpop]

Ciągły rozwój, poszukiwanie nowych środków wyrazu, kształtowanie własnego stylu na oczach (a raczej w uszach) słuchaczy i coś, co ma niewielu, czyli pomysł na siebie. Coals są o tyle ciekawi, że pomimo przemodelowania swojego brzmienia, Kasia i Łukasz niemal od początku poruszają się w stylistyce z pograniczy jawy i snu. Zeszłoroczna EPka Klan, najbardziej eksperymentalne wydawnictwo grupy, wciągnęło jej twórców w świat nierzeczywistości jeszcze mocniej, a odważny krok w postaci zaproszenia tak różnorodnych gości nie przysłonił, a wręcz podkreślił wyjątkowość brzmienia duetu. Na tle tego wszystkiego docusoap to w pewnym sensie zwieńczenie wieloletnich poszukiwań. To materiał w pełni dojrzały, nie tyle zanurzający się, ile pogrążający całkowicie w wymyślonym przez zespół, duchologicznym świecie zbudowanym z wydawałoby się nieprzystających do siebie, kwadratowych dźwięków. „W tym szaleństwie jest metoda” – napisał kiedyś klasyk, a Coals tą właśnie  płytą wchodzą do klasyki polskiej sceny alternatywnej i mam nadzieję, że na niej się nie skończy.

Immortal Onion – XD [Experience Design] (2020) [electro math post jazz]

Trochę groove’u, nowocześnie zagranego jazzu i klimatycznej elektroniki. Druga płyta trójmiejskiego Immortal Onion umiejscawia grupę blisko projektów tworzonych przez muzyków, którzy w ostatnim okresie, mając sporo umiejętności i znając się na swojej robocie, prowadzą ten zasłużony gatunek w nowe rejony. Widzę tu duży talent do wtłaczania nowinek, tak jak miało to miejsce w przypadku ostatniej płyty Algorhythmu, przy braku kompleksów do tego, by ugryźć temat jazzu od innej strony, tak jak robiło to Nene Heroine na swoim zeszłorocznym debiucie. Nie ma też przypadku w tym, że wszystkie te nazwy działają nad morzem, bo nad XD [Experience Design] również unosi się duch lekkości, brzmieniowej wolności i operowania nastrojem. Tego eksperymentalnego luzu jest tu najwięcej, a to jak partie pianina współgrają z sekcją rytmiczną, umiejscawia trio blisko innego, nowatorskiego projektu, jakim było i jest japońskie Mouse on the Keys.

Bandcamp

Zimowa – Ze snu (2020) [dream pop, electronic]

Pierwszą płytę (Cover the Fall z 2015 roku) Zimowej dostałem od chrzestnego, który jest naczelnym fanem klasycznych wydawnictw wytwórni 4AD i właśnie w taki sposób, porównując płytę do tych brzmień, zachwalał mi debiut duetu. I faktycznie coś w tym było, bo Zimowa łączyła na tym wydawnictwie gotycko-zimnofalowe dźwięki z delikatnym dream popem, w którym bardzo dobrze odnajdował się głos Anety Maciaszczyk. W międzyczasie Aneta zaśpiewała na debiucie Bukowicza i zacząłem powątpiewać, czy ta zimniejsza strona jej osobowości w postaci współpracy z Michałem Mentelem, drugą połową projektu Zimowa, jeszcze się uaktywni. Ze snu pojawiło się dość nieoczekiwanie w tym roku i sam fakt jego wydania to nie jedyna niespodzianka, bo drugą jest zwrot ku znacznie cieplejszym dźwiękom. To nadal materiał bardzo nastrojowy, ale przy tym bardziej współczesny, miejscami nawet taneczny (Sprint), zdarza się że przebojowy (Pragnę i wiem), a przy tym tak samo senny i w przyjemny sposób kojący zmysły, więc myślę, że chrzestnemu i ta odsłona Zimowej przypadnie do gustu.

Adam Witkowski – We Have One Heart [OST] (2020) [folk improvisations]

We Have One Heart to ścieżka dźwiękowa autorstwa Adama Witkowskiego (m.in. Gówno, Nagrobki) do krótkometrażowego filmu o tym samym tytule w reżyserii Katarzyny Warzechy. Obrazu nie widziałem, ale z opisu twórców wynika, że fabuła filmu dotyczy samego Witowskiego, a konkretnie – korespondencji jego rodziców sprzed lat (Polki i mieszkającego w Iraku Kurda), co zapowiada historię osobistą, kameralną wręcz i taki też charakter ma ten materiał. Widziałem Nagrobki odgrywające improwizacje w czasie pokazów do przemontowanych odcinków Muminków i w pewnym sensie muzyka na We Have One Heart jest do nich podobna. W tym przypadku mamy jednak tylko Adama i jego gitarowe improwizacje: snujące opowieść bez obrazu, powolne w narracji, niekiedy zniekształcone efektami, innym razem brzmiące egzotycznie. Na We Have One Heart mamy jeden długi utwór, który za pomocą prostych środków wymienionych powyżej bardzo dobrze oddaje emocje towarzyszące odkrywaniu tajemnicy i podążaniu w głąb siebie.

Bandcamp

Bałtyk – I’ll Try Not to Wake You (2020) [lo-fi folktronica]

Bałtyk wypuszcza jedną płytę po drugiej, co może rodzić obawy o to, że ilość przysłoni jakość, ale w jego przypadku nie ma o tym mowy, bo artysta skupia się na dopracowaniu swojego, wybijającego na tle polskiej sceny alternatywnej stylu. Prawdopodobnie to, jaki album Bałtyku będzie uznawany za ten najlepszy, to sprawa całkowicie subiektywna, ale w moim osobistym rankingu to właśnie I’ll Try Not to Wake You góruje nad resztą: kompozycyjnie, aranżacyjnie, a także pod względem dopracowania materiału. Michał Rutkowski zrezygnował tu z najmniej lubianego przeze mnie elementu swojej twórczości, czyli niepotrzebnie wklejanych tu i ówdzie (obcych) monologów. To, czym je zastąpił, autentycznie budzi mój podziw: Rutkowski bawi się wokalnymi harmoniami tak, jakby robił to od zawsze (skojarzenia z pierwszą płytą Grizzly Bear pojawiają się same), umieszczając je na tle tym bardzo interesującej, żwawej elektroniki, traktując swój wokal jako kolejny instrument. Przez to I’ll Try Not to Wake You ma zdecydowanie bardziej kojący, choć nie mniej wyciszony niż poprzednie wydawnictwa nastrój, a sam autor, zamiast pogrążać się w smutku, akceptuje wypływającą z siebie melancholię i przekuwa ją w bardzo udany, najlepszy z dotychczasowych materiał.

Bandcamp

The Dog – Avenge Us EP (2020) [post-hardcore / alternative metal]

Miałem kiedyś psiaka: dużego, czarnego zwierza, którego bali się prawie wszyscy na dzielni i tylko nieliczni odważni podchodzili bliżej, by go pogłaskać. Zabawne było to, że tak naprawdę piesek był bardzo spokojny i zrównoważony, chyba że poszliśmy do lasu – tam górę brał instynkt, a mój kundel nie odpuszczał żadnej wiewiórce. Jeśli nie wiecie, po co piszę o swoim zwierzęcym przyjacielu z dzieciństwa w kontekście nowej EPki The Dog, to już uspokajam i ogłaszam, że it’s all connected. Na Avenge Us grupa niby nadal sprawia wrażenie bardzo groźnej, ale zdecydowanie mniej niż wcześniej, bo ciężar i hałas zastąpiły tu (notabene) melodie oraz średnie tempa, a i przester wydaje się być bardziej przyswajalny (w Race War mamy nawet coś na kształt solówki). Nie dajcie się jednak zwieść tej zmianie, bo The Dog to zwierz nadal nieokiełznany, pełen pasji i agresji, który wcale nie da się pogłaskać, za to może ugryźć tak, że zostanie blizna.

Bandcamp

BYTY – 2EP EP (2020) [art trip-hop]

Pierwsza EPka BYTY tworzona była przez duet: Paweł Przyborowski, Sebastian Lipiński. Jej kontynuacja to lekka zmiana formuły, bo swój wokal na 2EP dołożyła Katarzyna Siepka, która tym samym dołączyła do zespołu, a jakby tego było mało, na wydawnictwie możemy też usłyszeć partie Michała Miegionia (Kiev Office). Te zmiany świadczą o ewolucji projektu, czego przykładem jest zamykający płytę 03.22.04, stanowiący zgrabny pomost między starym a nowym. Usłyszymy tu znaną nam z debiutu baśniowo-horrorową, instrumentalną ilustrację, która w pewnym momencie skręca w nieco cieplejsze, by nie powiedzieć – tropikalne rejony. Rozwinięciem tej stylistyki jest Ivy, z tym że tu niepokojący klimat uzupełnia wokal Siepki, a już całkowicie nowe otwarcie usłyszymy w utworze otwierającym (River), w którym grupa bawi się klasycznymi, trip-hopowymi motywami, uwypuklając świetnie brzmiący głos Kasi i wpasowując się tym samym we współcześnie modne, nostalgiczno-duchologiczne trendy.

Bandcamp