Podsumowanie 2020 roku. Polskie płyty, które podobały mi się najbardziej [część 1]

Po płytach zagranicznych przyszedł czas na albumy polskie. Dla mnie osobiście jest to rozróżnienie czysto estetyczne. Od kilku lat nie mam już wrażenia, że polska scena pod względem muzycznym odstaje od tej zagranicznej. Trochę więcej publiki, dużo więcej pieniędzy na promocję, a gdy tylko świat wróci do normalności (czymkolwiek ona będzie), zespoły wymienione poniżej mogą śmiało jechać i ogrywać się za granicą. Oczywiście tam konkurencja jest większa, ale przykład kilku z nich pokazuje, że jest to możliwe. Choć czy niezbędne, to tego nie byłbym już taki pewien. Wolałbym, by to nasza rodzima scena się rozwijała. By było gdzie, dla kogo i za co grać. I tego nam wszystkim w nadchodzącym roku życzę.

Tak jak w przypadku pozostałych notek z podsumowaniami, tak i tutaj zachowana została alfabetyczna kolejność. Wszystkie wymienione poniżej albumy zostały przeze mnie opisane wcześniej, a z ich pełnymi recenzjami możecie zapoznać się, klikając w odsyłające do nich hiperłącza.

Alfah Femmes – No Need to Die

(…) Kompozycje na No Need to Die aż proszą się o to, by rozebrać je na czynniki pierwsze, wymieniając nazwy zespołów czy całych trendów, które przychodzą nam do głowy w trakcie ich odsłuchu. (…) Otwierający Don’t Stop pulsuje funkiem, ale zderza go z niepokojąco brzmiącymi partiami wiolonczeli i (w finale) pianina. W utworze tytułowym podróżujemy przez synthpopowe krainy, a za naszego przewodnika robią wokalne harmonie i kompas złożony z 8-bitowych elementów. Desperate Disco nie powstydziłaby się w swoim repertuarze dowolna legenda ze sceny industrialnego rocka, przy czym ilość chwytliwych melodii na metr kwadratowy mogłaby być dla niej nie do zniesienia. (…) Czerpać z innych jest łatwo, ale przekształcić to w coś własnego, a przy tym wartościowego, zdecydowanie trudniej. (…) No Need to Die jest tego doskonałym przykładem, a przy tym wyśmienitą płytą.

Bandcamp

Astrokot – Astrokot i przyjaciele z odległych galaktyk

Proszę Państwa, dożyliśmy pięknych czasów. Wyprawy kosmiczne stały się nie tylko powszechne i w miarę tanie, ale stanowią prężnie rozwijającą się gałąź branży turystycznej. Na razie do wyboru mamy 5 tras, zwanych popularnie utworami. Każdy z kierunków można zwiedzić osobno, ale zdecydowanie rekomendujemy jedną, długą podróż przez wszystkie te zaskakujące, odległe od ziemskich problemów miejsca. (…) Dla fanów ekstremalnej rozrywki proponujemy Szantrę. Nasi podróżnicy będą mieli okazję zapoznać się z naprawdę zapierającymi dech w piersiach, ambientowymi widokami. By jednak do nich dotrzeć, nasz pilot Astrokot musi być bardzo czujny i uważnie manewrować pomiędzy basowymi meteorytami i drone’owymi tunelami z gwiezdnych skał. Jeszcze większe niebezpieczeństwo czyha na chętnych w Walcu Orbitalnej Ośmiornicy, gdzie kaskady gitar, z początku nieśmiałe, zderzają się w pewnym momencie z nawałnicą saksofonu, a tempo podróży znacznie przyspiesza. Zapnijcie pasy! (…)

Bandcamp

Baasch – Noc

(…) Twórczość Baascha uważam za naprawdę wyjątkową na tle rodzimej elektroniki. Spójny klimat, pomysł na siebie i przede wszystkim dobre kompozycje to coś, co wyróżniało Bartka Schmidta spośród wielu innych reprezentantów gatunku, często ślepo podążających za globalnymi trendami. Na papierze niezbyt przecież odkrywcze połączenie synthpopowych klawiszy z klubową nerwowością i rytmiką Baasch zdołał ubrać w swój własny charakter. Od zawsze skupiał się na outsiderach, na tym, czego nie widać na pierwszy rzut oka, odkrywając przy tym przed słuchaczami nowe, wartościowe światy. Tym razem Schmidt postanowił zaryzykować mocniej, ponieważ angielskie teksty zastąpił językiem polskim. I była to bardzo dobra decyzja. (…)

Black Mynah – II

(…) W przypadku drugiej płyty Black Mynah metaforycznym złym snem jest atakujący nasze uszy dźwięk i hałas, a sojusznikiem okazuje się być głos twórczyni projektu – Joanny Kucharskiej. (…) O metaforycznym potworze mieszkającym pod łóżkiem opowiada Blackbones, z kolei Cool Revolution, oczywiście w formie przenośni, porusza temat niezaspokojonego głodu. (…) Za oszczędnymi partiami gitary i perkusji idzie w parze garażowa produkcja. Nie jest to na szczęście przypadek brzmienia „zepsutego” na siłę. Brud bardzo dobrze pasuje do klimatu pokręconego snu i opowieści o indywidualnych słabościach, rozczarowaniach i wyrzutach sumienia. Riffy i perkusyjne uderzenia są tu bardzo wyraziste, a każda z kompozycji ma do zaproponowania inny odcień czerni. (…)

Bandcamp

Blokowisko – Płonie

(…) Narratorem Płonie jest postać przechadzająca się po mieście. Jednak jej celem nie jest centrum, nie są nimi też miejsca odwiedzane tłumnie przez turystów, a dusza (nomen omen) blokowisk. Miejsc zaciemnionych, niedostępnych dla tych, którzy miasto traktują tylko jako obszar, a nie jak żyjący, oddychający i mający własną osobowość organizm. (…) Sporo na płycie ambientu i „dłużyzn”, ale takich, które wzmagają imersję i wzbogacają opowieść zespołu. Maciej Jurga Cezary Zieliński myślą tu o muzyce w sposób post-rockowy, unikając przebojowości, za to ozdabiając każdą z kompozycji dźwiękami przypominającymi odgłosy metropolii. Nie takiej w rozumieniu zachodnim, a metropolii swojskiej, naszej, wschodniej, gdzie nowoczesność tylko przykrywa brudne, ciemne bramy i odrapane mury starych, nieodnawianych od dziesięcioleci bloków i kamienic. (…) Lubię długie, nocne spacery po mieście. Lubię też patrzeć na znane mi miejsca z innej perspektywy. Jeśli macie podobne ciągoty, to Płonie na pewno Was nie zawiedzie.

Bandcamp

Błoto – Erozje

(…)Najprościej rzecz ujmując, Erozjom bliżej jest do pierwszej płyty EABS, która mocniej skupiała się na wytworzeniu bujającego groove’u, a mniej na duchowym, metafizycznym podejściu do gatunku, przepełniającym Slavic Spirits. To osadzenie w obecnej rzeczywistości jest tym większe, że Erozje faktycznie opowiadają o pewnym rozpadzie – w tym przypadku natury otaczającej człowieka. (…) Tytuły większości utworów odnoszą się do rodzajów gleby, ale podłoże brzmienia jest mocno zurbanizowane. To jazz chodnikowy, mocno skupiony na pulsacji, która objawia się w zgrabnie zaimplementowanym beat’cie (podskórne wibracje w Czarnoziemach) lub wyraźnych partiach perkusji (złowieszcze Czarne ziemie). Przy okazji zaglądamy w miejsca mniej popularne (psychodeliczno-knajpiane „Bielice”), zderzamy się z nowoczesnością (nieco breakbeatowe Mady), by w końcu zanurzyć się w refleksji i tęsknocie za czystszym powietrzem, mniejszym zaludnieniem i większą więzią z naturą (melancholijne, balladowe wręcz Ziemie zdegradowane przez człowieka).(…)

Bandcamp

Coals – Docusoap

(…) docusoap to w pewnym sensie zwieńczenie wieloletnich poszukiwań. To materiał w pełni dojrzały, nie tyle zanurzający się, ile pogrążający całkowicie w wymyślonym przez zespół, duchologicznym świecie zbudowanym z wydawałoby się nieprzystających do siebie, kwadratowych dźwięków. „W tym szaleństwie jest metoda” – napisał kiedyś klasyk, a Coals tą właśnie  płytą wchodzą do klasyki polskiej sceny alternatywnej i mam nadzieję, że na niej się nie skończy.

Dola – Dola

(…) To debiut z gatunku płyt całkowitych, gdzie rozbicie na poszczególne utwory jest tylko umowne, a materiał stanowi zamkniętą, zwartą całość. A czego tu nie ma: Dola zaprasza do swojego mrocznego, brudnego świata, w którym jest miejsce i na black metalowe blasty i na króciutkie, jazzowe formy, post-punkową motorykę, post-rockowe klimatyczne dłużyzny i na bezpośredni cios w szczenę. Nad wszystkim unosi się naprawdę niepokojąca aura i na nic ostrzeżenia o tym, że patrząc w otchłań zbyt długo, staniemy się jej częścią – Dola jest płytą zbyt doskonałą, by mimo wszystko nie zaryzykować.

Bandcamp

Dopelord – Sign of the Devil

Dopelord na Sign of the Devil stawia jednak na klasykę, oferując mąkę złożoną z trzech wartościowych nasion, jakimi są tu Black Sabbath, Electric Wizard i Goblin. To nie tylko najlepsza płyta grupy pochodzącej z Lublina, ale też najbardziej przebojowa, bo składniki w postaci melodii, odpowiednio zbalansowanych aranżacji i ciężkości całego materiału zostały tu odmierzone z iście mistrzowską precyzją. Efekt taki, że chce się tego materiału próbować, odkrywać jego smak na nowo, a w końcu włączyć na stałe do swojej muzycznej diety.

Bandcamp

Dynasonic – #2

(…) Bardzo podoba mi się, wymyślone przez sam zespół, określenie dubwave. Od początku wszystko opierało się w ich muzyce na pulsie i nie inaczej jest tutaj. Po pierwszym odsłuchu może się nawet wydawać, że #2 to płyta bliźniaczo podobna do swojego poprzednika. Nie do końca. Zamiast dwóch, długich kompozycji, mamy tu cztery krótsze, oscylujące wokół 6-ciu minut. Razem tworzą zwartą podróż przez świat dziwnego, odhumanizowanego tańca. Każdy z nich stanowi jednocześnie odmienny, skupiający się na innym aspekcie stylu grupy przystanek. (…) Motyw zapętlenia Dynasonic mają opanowany do perfekcji.

Bandcamp

Frett – World as a Hologram

(…) Na The World as a Hologram znajdziemy zatem zarówno old schoolowe, przypominające pracę fabryki beaty, jak i ambientowo-noise’owe pasaże. Jest też taneczność zaczerpnięta z ebm, znajdą się w kilku miejscach melodyjne fragmenty, ale nad całością czuwa apokaliptyczna, pesymistyczna aura. Dodajcie do tego zróżnicowane wokale, od skandowania i ponurej narracji do agresywnego krzyku, a dostaniecie gatunek w pigułce. (…)

Bandcamp

Give Up to Failure – Burden

(…) Darkgaze’owych projektów w Polsce nie ma zbyt wiele, więc Give Up to Failure mają szansę stać się przewodnikiem i liderem wśród podobnych im stylistycznie grup z naszego podwórka. I to nie tylko dlatego, że są pierwsi, ale przede wszystkim dlatego, że są dobrzy w tym, co robią. Burden to album, którego należy słuchać wieczorem, gdy za oknem widzimy niewyraźne sylwetki obcych nam ludzi, a każdy większy podmuch wiatru odzywa się wyciem w kominie. Tu kocyk i kakao nie pomogą, bo to mrok większy niż ciemność. Wypływający z wnętrza, sprowadzający brutalnie na ziemię i za nic mający nasze marzenia i plany. (…)

Bandcamp

Część druga znajduje się TUTAJ.