Pretekstem do zadania kilku pytań bohaterom dzisiejszej odsłony cyklu Kilka pytań do… jest wydanie wspólnej płyty Puszcze Polski pod szyldem Borowski/Miegoń/Kucharska. Choć tak po prawdzie, to wymyślanie specjalnego powodu do przeprowadzenia tej korespondencyjnej rozmowy wcale nie było potrzebne. Bartosz Borowski, Joanna Kucharska oraz Michał Miegoń są muzykami nadzwyczaj kreatywnymi, którzy w trakcie swojej działalności wydali mnóstwo płyt i to w bardzo różnych składach. Biorąc pod lupę jedynie rok obecny, możemy zaliczyć do tej listy Hamzę od Lonker See (Borowski i Kucharska), Nordowi Môl od Kiev Office (Miegoń), a także Formozę (Borowski), Fuego del Mar (Miegoń), B3-33 (znów Borowski), czy nadchodzący album Black Mynah (Kucharska). Zobaczcie zresztą na listę linków z projektami, którą zamieściłem na samym końcu tego tekstu mając na uwadze to, że to wcale nie wszystkie muzyczne twory, w których brali udział Borowski, Kucharska i Miegoń. Do tego dochodzi działalność producencka i realizatorska (studio Sound 8 Miegonia), wydawnicza (label Music is The Weapon Borowskiego i Kucharskiej), graficzna (Sztukodzieło Kucharskiej), a także organizacja koncertów. I choć pewnie tak o sobie nie myślą, a być może nawet nie zdają sobie z tego sprawy, to ta trójka w największym stopniu kształtuje obecny obraz trójmiejskiej sceny alternatywnej. A patrząc na ich pracowitość – ten stan jeszcze przez długo nie ulegnie zmianie. I bardzo dobrze!

Pytanie: Jaką rolę odgrywa w Waszym życiu muzyka? Jakie jest Wasze pierwsze, związane z nią wspomnienie?

Bartosz Borowski: Muzyka jest dla mnie sposobem na życie, pasją i jest w moim życiu wszechobecna. Pierwsze wspomnienie to oczywiste dla mojego pokolenia szlagiery zespołu Fasolki, takie jak Ogórek czy Mydło lubi zabawę.

Joanna Kucharska: Pierwsze wspomnienie muzyczne to Młodzieżowy Dom Kultury i kółka muzyczno-teatralne, na które wysyłała mnie mama. Od tego czasu muzyka stała się częścią mojego życia – po kółkach była szkoła muzyczna, a potem zespoły. W zasadzie nie pamiętam życia bez muzy.

Michał Miegoń: Dwa wspomnienia, wszystkie będące tak samo ważne. Babcia śpiewająca kolędy, gdy leżałem w kojcu. Drugie to kasety wideo z teledyskami zgranymi z MTV, które nagrywali rodzice (największe wrażenie zakodowane to m.in. klipy True Faith New Order, Innuendo Queen, Carolyn’s Fingers Cocteau Twins). Wszystko to poskutkowało tym, iż kilkulatek o imieniu Michał zaczął regularnie czytać Bravo (tak, kiedyś głównie pisali o muzyce Grunge i pierwszych Boysbandach) i interesować się muzyką. Muzyka jest równie ważna, jak oddychanie.

P: Co było impulsem do tego, by ze słuchaczy zamienić się w twórców?

Bartosz: Moja starsza siostra przytargała do domu gitarę, a że nie miała czasu uczyć „gówniarza”, to gdy nie było jej w domu, to ja tą gitarę chwyciłem do ręki. Po rozszyfrowaniu (dzięki śpiewnikowi) dwóch podstawowych akordów i pięciu godzinach walki zagrałem Something in the Way Nirvany. Mój poziom gry od tamtej pory wzrósł nieznacznie, ale chęci są takie same 🙂

Joanna: Gdzieś w trakcie wspomnianej szkoły muzycznej urodziła się taka myśl, żeby jednak zamiast odtwarzać muzykę z nut, zacząć ją – kulawo bo kulawo – tworzyć. I raczej w zespole „rockowym” a nie grając klasykę 😉 Te wczesno-nastoletnie lata to był czas, kiedy chłonęłam najwięcej muzyki, zespołów, gatunków i zaczęłam chcieć robić to samo.

Michał: Piosenka Scar Tissue Red Hot Chili Peppers.

P: Czego aktualnie słuchacie? Czy ma to wpływ na proces komponowania i jeśli nie, to co innego inspiruje Was przy tworzeniu nowych dźwięków/tekstów?

Bartosz: W tej chwili na maxa zasłuchuje się w nowej, doskonałej płycie Heads. (Push), a do tego dochodzi cała masa różnych, gitarowych wariactw. Jestem na etapie powrotu do źródeł i prawie całkowicie przestałem słuchać elektroniki czy hip hopu, choć chyba zrobię wyjątek na nowe Run The Jewels. Trochę ze względu na okoliczności jej wydania, ale trochę też przez reakcje, które obserwuję w necie. Już dawno nie widziałem, by FB tak solidarnie „obsrało się” jakąś płytą, co wzbudza moją ciekawość. Co do drugiej części, to całe życie jest inspiracją. To, co nas otacza – natura, polityka, przemiany społeczne, filmy itd. Wszystko to, plus dźwięki, którymi zasłuchuję się na co dzień, składa się na to, co próbuję (wy)brzdękać na gitarze.

Joanna: U mnie występują zazwyczaj na zmianę fazy na muzykę elektroniczną oraz gitarową. Obecnie też jestem w fazie noisowej/gitarowej – oprócz wspomnianych niżej Coilguns i Rakty, które wydały świetne albumy, słucham też ostatnio Heads., Idles, Fontaines D.C. i Black Midi. Jeżeli chodzi o inspiracje do tworzenia, to trudno mi znaleźć te odniesienia muzyczne, czy jakiekolwiek inne, w moim procesie twórczym. Mam wrażenie, że numery wychodzą mi jakoś tak „bokiem”. Nie myślę o tym, po prostu czuję przypływ energii i tworzę.

Michał: Tworzę muzykę, której sam chciałbym słuchać, a której nie odnajduje pośród rzeczy, które słyszę. Spory wpływ na to mają sny. Wiele z moich piosenek rodzi się ze snów właśnie. Co do płyt, ostatnimi miesiącami słucham rzeczy nowych i starych: The Durutti Column 2001-2009, Monika Fortuniak Czerwień,  Tin Machine Tin Machine II.

P: Jaki koncert zrobił na Was w ostatnim czasie (przed epidemią ;)) największe wrażenie?

Bartosz: Największe w ostatnim czasie zrobiła na mnie brazylijska Rakta. Koncert w gdańskiej Ziemi był totalnym odjazdem. Zespół na płytach wydaje się być jednak dość łagodnym post-punkiem, ale na żywo to absolutny wpierdol. Gorąco polecam.

Joanna: Rakta wbiła mnie w glebę, tak samo jak szwajcarski Coilguns, których koncert robiliśmy w listopadzie. Świetny był też koncert Sons of Kemet w gdańskim Żaku.

Michał: Bez dwóch zdań Aldous Harding na OFF Festival 2019.

P: Jeśli moglibyście zmienić cokolwiek na obecnej polskiej, niezależnej scenie muzycznej, to co by to było?

Bartosz: Frekwencje na koncertach 🙂

Joanna: Większą obecność dziewczyńskich zespołów.

Michał: Zmienić proporcje na scenie. Polityka – 70 %, muzyka – 30 % na muzyka – 70 % polityka – 30 %. To muzyka powinna stać ponad polityką, a nie odwrotnie.

P: I pytanie ostatnie: hałasy czy melodie?

Bartosz: Oczywiście jedno i drugie.

Joanna: Melodie z hałasu.

Michał: Trąby Jerychońskie, czyli melodie pełne hałasu, które burzą ład i kruszą mury codzienności.

Garść linków: