I’d rather be a hypocrite than the same person forever.

Tegoroczny dokument o historii Beastie Boys, wyreżyserowany przez Spike’a Jonze’a ma bardzo nietypową formę. Być może kojarzycie konferencje z cyklu TED Talks. Jeśli nie, to mocno upraszczając, są to serie wykładów prowadzone przez specjalistów / pasjonatów, dotyczących różnych dziedzin: edukacji, nauki, podróży, biznesu itd. Prowadzone na żywo, przed publiką, a później udostępniane w Internecie, już dla większej rzeszy odbiorców. Forma przypomina nieco połączenie wykładu ze stand-upem. Wystąpienia są bardzo ciekawe, mocno odmienne (tak jak różni są prowadzący i sposób ich bycia) i prowadzone raczej na luzie. W zamyśle mają inspirować i pobudzać do działania. Tę samą formułę przyjmuje Beastie Boys Story.

W roli „prowadzących” widzimy oczywiście Mike’a D i Ad Rocka. Z początku ten sposób prowadzenia narracji może wydawać się dziwny, ale trwa to może kilka minut. W końcu kto, jak nie członkowie Beastie Boys, nadają się lepiej do tego, by swobodnie nawijać o własnej historii na tle archiwalnych zdjęć, klipów, wywiadów i występów? W końcu gawędziarstwo mają we krwi, więc zdziwienie szybko ustępuje zachwytowi, bo w teorii dość statyczny plan zamienia się w strumień interesujących anegdot. Zaczynamy od samego początku, czyli etapu hardcorowe’ego, a kończymy na ostatnim koncercie na festiwalu Bonnaroo w 2009 roku. Po drodze całe spektrum emocji. Są tematy niewygodne (wyrzucenie ze składu Kate Schellenbach), sytuacje zabawne (kulisy kręcenia teledysków i postać Nathaniala Hörnblowéra), ale i wzruszające momenty (segment poświęcony zmarłemu w 2012 r. Yauchowi). A pomiędzy tym mnóstwo ciekawostek i solidna porcja historii grupy.

W każdej minucie tego filmowego obrazu czuć, że Beastie Boys było składem wyjątkowym. Nie tylko z powodu muzyki, ale też (a może przede wszystkim) przyjaźni pomiędzy jego członkami. Niepozbawionej skaz, czasami przechodzącej trudne chwile, a nawet kilkuletnie rozstania tria, ale i ulegającej stałej ewolucji. To relacje stanowiły impuls do działania, a także źródło niewyczerpanej kreatywności. I jak przyznają twórcy, to dzięki niej mieli okazję uczestniczyć w czymś tak wielkim i radosnym. Mimo że dziś są już zupełnie innymi ludźmi niż wtedy, gdy po raz pierwszy wzięli do rąk instrumenty.

Sprawdźcie, nawet jeśli jesteście niedzielnymi słuchaczami Beastie Boys. Nie zawiedziecie się.