Sea Saw – Surf Simulation (2024)

Z Sea Saw znamy się jak stare konie. Pamiętam, jak zobaczyłem ich pierwszy raz na żywo, jeszcze w 2018 roku na SpaceFestowym biforze. Kolejnych koncertów już nie zliczę, ale na przestrzeni niecałych 6 lat było ich przynajmniej z kilkanaście. Widywaliśmy się w (prze)różnych miejscach: od dusznych piwnic i postindustrialnych przestrzeni po profesjonalne kluby i dużą scenę Sea You Music Showcase. Zawsze w formie, nigdy nie grali tych samych rzeczy w taki sam sposób.

Od początku mam też kilka problemów z tym zespołem: trudno jest mi nazwać to, co dokładnie grają. Są na to zbyt sprytni. W dodatku w warunkach koncertowych zawsze brzmią inaczej, przez co jeszcze trudniej ich zdefiniować. Praktycznie od razu po wydaniu płyty (debiut pt. Sea Saw ukazał się w 2021 roku) robią skok na głęboką wodę, czyli oględnie mówiąc — redefiniują własne brzmienie. Weź tu człowieku pisz i promuj tak kreatywnych, wymykających się klasyfikacjom muzyków. Nie, pod tym względem nigdy nie ułatwiali mi zadania. I pewnie nie tylko mi.

Odkładając żarty na bok: rozwój Sea Saw na przestrzeni tych kilku lat jest ogromny. Nie tylko w warstwie brzmieniowej, bowiem zespół ten na debiucie był pod tym względem totalnie inną grupą, niż teraz. Na koncertach widać też duży skok jakościowy, szczególnie w kontekście zgrania i tego, jak swobodnie żonglują wszystkimi brzmieniowymi inspiracjami.

Dochodzimy więc do sedna, czyli drugiej płyty pt. Surf Simulation. Album ten to podsumowanie tego, co działo się u Sea Saw chwilę po wydaniu debiutu. Ten był raczej spokojną, choć gdzieniegdzie pokazującą pazura wariacją na temat dream popu i shoegaze. Opisywana dziś następczyni to pójście w stronę kontrolowanego, podszytego nerwem, ale też wpadającego w ucho grania. Takiego, które ładnie zazębia się z lokalnymi wątkami (syntezatorowe podkłady mogą budzić skojarzenia z tym, co wyczyniają Żurawie), jak i tym, co wybrzmiewa ostatnio w głośnikach tzw. polskiego niezalu (chociażby katalog Wytwórni Tematy, w którym to Sea Saw wydało Surf Simulation).

Dodajcie do tego jeszcze jeden, bardzo ważny pierwiastek, czyli trójmiejską lekkość, by nie powiedzieć wolność w sferze samych aranżacji. Zespół gra piosenki: melodyjne, choć głośne utwory. Jednocześnie są to kompozycje, w których czuć sporo przestrzeni i w których muzycy nie skupiają się na odbębnieniu standardowego układu zwrotka — refren — zwrotka. Dzieje się w nich dużo, a z każdym odsłuchem można znaleźć na Surf Simulation coś nowego.

Sea Saw swoje zadanie wykonało bezbłędnie — nagrało świetną płytę. Podejrzewam jednak, że w tym momencie członkowie grupy ćwiczą już nowy materiał i znów wymkną się mojemu opisowi. Cóż — album może po prostu stanowić zapis chwili. Tak więc bez względu na to, w którą stronę podąży zespół, tę dłuższą chwilę pt. Surf Simulation serdecznie wszystkim polecam.

Wydawca: Wytwórnia Tematy