Praktycznie każda dekada pełna jest zapomnianych zespołów, którym w danym czasie nie udało się podpiąć pod żaden konkretny nurt czy modę. Stąd też czytając o scenie Glasgow z początku lat 80-tych (Orange Juice, Aztec Camera, Josef K), nie natkniemy się na wzmiankę o Positive Noise. Faktem jest jednak to, że grupa ze swoim repertuarem bardziej pasowałaby do ówczesnego Manchesteru. Dla przykładu: w otwierającym debiut „Darkness Visible” brzmienie gitary, bębnów i sposób wykorzystania syntezatorów przywołują na myśl Joy Division. Z drugiej strony Szkotom było tak samo blisko do funkowego odłamu sceny post-punkowej (A Certain Ratio, Bush Tetras), czego dowodem jest całkowicie rozbujany, cyrkowo-dyskotekowy „Hypnotic”. Zresztą takich dziwnych połączeń gatunkowych jest tu więcej. W „Refugees” możemy poczuć się jakbyśmy byli na parkiecie, którego scenografia została zainspirowana domem strachu z lokalnego wesołego miasteczka. Z kolei „And Yet Again” z przewijającym się w tle saksofonem to nowofalowa słodycz, mająca w sobie chyba wszystkie charakterystyczne elementy kompozycji z lat 80-tych. Rozczula też zamykający cały album „Ghosts”. To prawdziwy „antyprzebój” – melodię prowadzi syntezator i bębny, dochodzi do tego zmiękczająca to wszystko gitara akustyczna, po czym w kulminacyjnym momencie, spośród mieszaniny elektronicznych dźwięków, wchodzi króciutka solówka na przesterowanej gitarze. Ostatecznie to prawdopodobnie ta mnogość pomysłów aranżacyjnych, ciekawych i osobliwych zarazem, a także dźwiękowy eklektyzm nie pozwoliły grupie wypłynąć na szersze wody i dotrzeć do większej liczby odbiorców. A szkoda.