Słów kilka: Specjalnie dla Was nauczyłem się japońskiego! Oczywiście, że nie, bo jestem na to zbyt leniwy. W każdym razie Shimizu to urodzony w 1954 roku i pochodzący z Japonii producent, kompozytor, interpretator twórczości Bacha i saksofonista, który w trakcie swojej kariery współpracował z wieloma, ciekawymi nazwiskami. Wśród nich była m.in. Bjork, Helen Merrill, Bill Laswell czy Peter Greenaway (konkretnie przy soundtracku do filmu The Pillow Book). Jednocześnie przez cały okres swojej kariery Yasuaki pozostawał w Europie artystą nieco nieodkrytym. Teraz będziemy mieli szansę to nadrobić.

Czego przesłuchać przed: Kakashi z 1982 roku to album wielogatunkowy. Razem za rękę kroczy tu bowiem muzyka jazzowa, klasyczna, popowa i tradycyjne dźwięki z regionu pochodzenia jej autora. I jak to brzmi? Brakuje mi odniesień, ale spróbujmy. Coś jak gdyby wziąć podstawę, którą jest otwarta, jazzowa forma i wywrócić ją do góry nogami. Eksperymentów z brzmieniem i aranżacjami jest tu bardzo dużo, ale nie sprawiają one wrażenia „sztuki dla sztuki”. Poszukiwanie czegoś więcej, zabawa z wydawałoby się nieprzystawalnymi do siebie stylami i dużo wyczucia kompozytorskiego dały efekt w postaci czegoś naprawdę świeżego. Utwór Semi Tori No Hi zbudowany jest na przykład z zaloopowanego efektu wokalnego i prostego perkusyjnego rytmu oraz uspokajającej partii harfy. W pewnym momencie jednak zmienia się we free jazzową, klaskaną miniaturkę z głośną i nierytmiczną perkusją. I takich zmian tempa, brzmienia, łączenia gatunków i surfowania klimatami jest tutaj naprawdę dużo. Dzięki temu udało się Shimizu stworzyć rzecz, której nie da się przypisać do miejsca, czasu czy muzycznego nurtu. Mocno nostalgiczną i taką, która paradoksalnie przynosi spokój i daje drugi oddech.

Must listen: Yasuaki Shimizu – Kakashi

Jeśli nie możecie przesłuchać całego albumu (chociaż nalegam), to sięgnijcie chociaż po utwór tytułowy. To kompozycja z monotonnym rytmem perkusji, hipnotyzującym brzmieniem saksofonu i z kilkoma innymi, przywołującymi na myśl japońską kulturę, instrumentami. To radość z tworzenia nowych dźwięków oraz mieszania styli, a także ogromne wyczucie kompozytora, by z tych wszystkich elementów złożyć tak przekonującą całość.

Dla zaawansowanych: Nie wiem, czy cokolwiek przygotuje nas na występ Yasuakiego. Kakashi jest płytą, która stanowi pewną zamkniętą całość, ale pokazuje też sposób myślenia tego artysty o muzyce i to, czego można się po nim spodziewać. Nie łudzę się jednak, że w warunkach koncertowych będzie trzymał się sztywno ram swoich własnych kompozycji. Jeśli jednak chcecie więcej, to wypróbujcie Music for Commercials. To zbiór muzycznych miniaturek (z jednym wyjątkiem), które faktycznie były dżinglami i które również świetnie obrazują wizjonerstwo Shimizu.