Syndrom Paryski tworzą Wojtek i Sebastian, którzy rezydują w Poznaniu. Na żywo na basie wspiera ich Juliusz. Tak przynajmniej można przeczytać na ich Bandcampie. Na koncercie nie byłem, więc nie wiem. Pewnie mówią prawdę.

Wierzę im, bo Raj na ziemi to teksty proste, dotykające codzienności, a przy tym przepełnione melancholią. Słuchając tej krótkiej EPki mam wrażenie, że nagrały ją miłe chłopaki, z którymi można ciekawie i przede wszystkim swobodnie porozmawiać. O czasach minionych (O tym jak było kiedyś), o imprezach i miłości (Rave), a także marzeniach i planach na przyszłość (Zwiedzanie). Spotkanie, podczas którego nie ma miejsca na czczą gadkę (Smalltalk) i sztampowe, nic niewnoszące porady (Nie dawaj mi rad).

Może moglibyśmy pogadać też o Wczasach. Są z tego samego miasta i myślę, że Sebastiana i Wojtka łączy z nimi podobna wrażliwość i inspiracje. To żaden zarzut. W czasach wszechobecnej postironii tak szczere teksty o sprawach prostych i jednocześnie skomplikowanych, a przy tym bliskich każdemu z nas, to duża zaleta. Strach przed niedopasowaniem, niepewną przyszłością i tęsknota za uczuciem, a także za czymś nie do końca określonym, to żaden powód do wstydu. Cieszę się, że Syndrom Paryski też o tym wie.