Słów kilka: Kwiaty to jedno z nowszych odkryć na trójmiejskiej sceny muzycznej. Zespół swobodnie porusza się po różnych gatunkach, czerpiąc z każdego po trochu i modyfikując je według własnych potrzeb. Może i powyższy opis brzmi dość generycznie, ale ważne są tu szczegóły, bo zabawa brzmieniem nie jest tu celem samym w sobie. To zespół świadomy, przy tym jeszcze nie w pełni ukształtowany, ale będąc na początku swej drogi już dobrze zdający sobie sprawę z tego, co chce osiągnąć. Na razie udaje mu się to znakomicie, czemu dał wyraz na debiutanckiej płycie pt. Kwiaty. Teraz czeka go nowy rozdział; dotychczasowego gitarzystę i autora sporej części materiału, Kajetana Krzemieniewskiego, zastąpił znany z projektów Glątwa, Łbik/Przyborowski, Byty oraz twórczości solowej Paweł Przyborowski. Ja już widziałem zespół w tym składzie i to był świetny występ. Co będzie dalej – zobaczymy!

Czego przesłuchać przed: Kwiaty (2019)

Kwiaty album

O debiucie Kwiatów pisałem w lutym tego roku. Poniżej fragment recenzji:

„Nad całym wydawnictwem unosi się aura rozmarzenia i półsnu. Duża w tym zasługa Mai, której głos dosłownie unosi się nad tym, co tworzą za pomocą instrumentów jej koledzy z zespołu. (…) Jeśli już o samym brzmieniu mówimy, to jest ono dość zróżnicowane. Inspiracji jest tu sporo, ale Kwiaty zdały egzamin z oryginalności i przetworzyły je na swój własny, autorski sposób. Mamy tu przecież bezlitosne, tnące zimnofalowe gitary (Siekiera). Mamy klimaty twinpeaksowe (walczyk w postaci Koniec wakacji), jest też shoegaze’owa ściana dźwięku (końcówka tego samego utworu). Jest trochę klasycznego indie (pędząca Honda). Mamy i niemało dream popu, który wysuwając na pierwszy plan wokal, bazuje na sennym klimacie (Mleczne Dziewczęta, Chłopaki Kwiaty).”

Must listen: Koniec wakacji

Miasteczko Twin Peaks wcale nie leży w USA, a nad polskim morzem – w Gdyni. Takie wnioski można wysnuć po obejrzeniu poniższego teledysku, który został nakręcony w bardzo charakterystycznej i znanej mieszkańcom Trójmiasta, nieimającej się czasu cukierni Delicje. Podoba mi się, jak zespół bawi się tu oniryzmem, pełną garścią wykorzystując założenia podejścia „slow is better”.

Dla zaawansowanych: Poza płytą nic innego nie znajdziecie. Łapcie na koncertach i czekajcie na nowe.