Słów kilka: Lubicie lata 80-te? To możecie przybić sobie „piątkę” z Alexandrem Freiem, który dorzuca swoje trzy grosze do brzmień tej dekady w swoim projekcie Crimer. Frei pochodzi z Balgach w Szwajcarii. Śpiewać zaczął w kościelnym chórze, a jako nastolatek występował w składach takich grup jak The Axxess czy BrefSunAjax. Nie przejmujcie się, jeśli ich nie znacie. Frei popracował chwilę w agencji reklamowej, a potem zaczął karierę solową pod pseudonimem Batman. Nie spodobało się to firmie DC Comics, więc zmienił pseudonim na Crimer. Pod tą nazwą zdobył w tym roku Szwajcarską Nagrodę dla Największych Talentów.

Czego przesłuchać przed: Debiutancki album Crimer pt. Leave Me Baby (2018 r.) to przebojowo zagrana, obsypana konfetti i mieniąca się wszystkimi kolorami laurka wystawiona latom 80-tym. Z wszystkimi, charakterystycznymi dla tej dekady cechami, atutami i elementami, za które tak bardzo ją lubimy (lub odwrotnie – nie cierpimy). Barwa głosu Freia budzi skojarzenia z Davidem Gahanem i to z tych najlepszych lat. Czasami operuje w nią sposób bardzo subtelny, innym razem przebojowy, a dzięki wysokiemu stężeniu emocjonalności, za każdym razem udaje mu się opowiedzieć nam jakąś historię. Weźcie tylko te lekko kiczowate, ale pełne romantyzmu zaśpiewy w Tell The Fire. Albo Sorrow, gdzie linia wokalna jest tak charakterystyczna, że trudno się od niej potem odpędzić. Głębia w głosie Alexandra potrafi zrobić wrażenie. I przede wszystkim dobrze współgra z muzyką. Niekiedy taneczną (Fighters, Hours), innym razem nieznośnie słodką (Record Collection), czasami ironicznie poważną (Tell The Fire), ale zawsze taką, która stanowi definicję dobrej zabawy (Brotherlove). Cały czas utrzymaną w retro-syntezatorowej stylistyce, czerpiącej z najlepszych, synthpopowych wzorców. Najważniejsze jest jednak to, że przebojowość tego materiału nie schodzi poniżej poziomu „piątek wieczór”. Już po jednym przesłuchaniu Leave Me Baby zostaje nam parę motywów w głowie; po kilku jesteśmy już gotowi śpiewać unisono razem z Alexandrem. Jeśli lubicie neonowe światełka, dyskotekowe kule, a garnitury to Wasz naturalny strój do tanecznych podrygów, to przy tej płycie bawić będziecie się świetnie.

Must listen: Crimer – Brotherlove

Brotherlove to pierwszy, większy hit Crimera. I bardzo łatwo można go pomylić z odrzutem z sesji którejś z pierwszych płyt Depeche Mode. I choć DM to dominujący element, to jest tu też sporo innych. Wszystkie jednak pochodzą z kolorowej tablicy z napisem „lata 80-te”. Brotherlove ma świetną melodię, piękne brzmienie, nośne refreny, genialny klimat i dodatkowo został opatrzony równie stylowym teledyskiem. Jak już zgapiasz, to rób to dobrze. Crimer robi to znakomicie.

Dla zaawansowanych: Jest jeszcze EPka Preach z 2017 roku, zawierająca cztery kawałki. Dwa z nich, czyli Brotherlove oraz Badface, znalazły się też na długograju. Pozostałe, czyli Black Party oraz Follower pokazują Crimera w lekko mroczniejszej, choć nadal synthpopowej, odsłonie.

Gdzie i kiedy: Czwartek, 22.00, Slipway Stage