Baśnie mają bawić, uczyć, ale przede wszystkim rozwijać wyobraźnię. Czasami bywają poważne, innym razem są czystą rozrywką. Potrafią rozbawić, ale i zasmucić. Nadrzędnym ich celem jest jednak to, by angażowały odbiorcę. Pod tymi wszystkimi względami Baśnie zielonogórskiej grupy Niemoc zdecydowanie zdają egzamin.

Materiał na ten długogrający debiut powstawał długo, bo zespół został założony już w 2014 roku. Od tamtego momentu wydał kilka singli i EPek, zagrał też sporo koncertów. Sam miałem okazję być na jednym z nich. Zaskoczyło mnie to, że wykorzystując patenty z gatunku, który najlepsze czasy ma za sobą, potrafią stworzyć coś nowego, własnego. Problem z odnalezieniem się mają przecież same klasyki takiego grania, takie jak Trevor Something (zwrot ku synthpopowej estetyce nieprzekonujący), Gunship (słaba selekcja materiału, choć próby były) czy Com Truise (stabilnie, ale niczym nie zaskakuje). Chyba tylko Perturbator zdołał się wyrwać łatce, ale ten postawił na ciężar. Niemoc idzie w zupełnie inną stronę.

Przede wszystkim bazą brzmienia, oprócz syntezatorowego, neonowego tła, jest tutaj bas i gitara. Bas ma niemal funkowy posmak, a gitara ucieka ku psychodelii. Gdy złączymy wszystkie te elementy, dostajemy coś, co można nazwać tanecznym, syntetyczno-organicznym graniem utkanym z nostalgii do czasów minionych. Tych, które znamy z plakatów w pokoju starszego rodzeństwa, ekranów telewizorów w trakcie nadawania amerykańskich seriali przełomu lat 80-tych i 90-tych, czy z kolejnego podejścia do nieśmiertelnego GTA: Vice City.

Podoba mi się to, że każdy z utworów jest inny, choć łączą je podobne cechy. Wspólna jest taneczność i spora dawka witaminy D bijącej z tego materiału. Odmienne są akcenty. Przekątne nasuwa na myśl przyjemny wieczór gdzieś na obrzeżach miasta; Mitsubishi Evo VII to nocna przejażdżka po kolorowym kurorcie; Miss Żużla jest smutnym powrotem z dobrze zapowiadającej się imprezy; Bar Widok to miejsce niebezpieczne, a Prawie stanowi szybką przebieżkę po kosmicznych konstelacjach.

Dodam jedynie, że kilka z utworów, które znalazły się na płycie Baśnie, można było usłyszeć już na poprzednich wydawnictwach. Z jednej strony szkoda, bo moim zdaniem nie wymagały tego, by nagrywać je raz jeszcze. Z drugiej strony traktuję to jako podsumowanie i domknięcie pewnego okresu działalności grupy. Czekam już na to, co opowiedzą nam kolejnym razem.

A tutaj Bandcamp.