you.Guru / Sea Saw / Adam Kempa / Desdemona 20.11.21

Pewnego zimnego listopadowego wieczoru…

Nie no, nie przesadzajmy. Tak pisać nie będziemy. Nie jestem fanem tworzenia relacji z pojedynczych gigów (wolę je zapowiadać przed, tak by więcej ludzi się na nich pojawiło), ale jak już na nie chodzę, to żal byłoby nie skrobnąć kilku zdań i nie podpromować artystów.

A wczoraj w gdyńskim klubie Desdemona zameldowali się: Adam Kempa (solo), Sea Saw i you.Guru.

Kempa wydał w tym roku solową płytę Musique non-concrète, na której żeni ambient z elektroniką. Na żywo wypada to ciekawie o tyle, że Adam puszcza elektroniczny podkład, który jest bazą i bawi się wokół niego, a także (z) nim samym. Przetwarza dźwięki, łapie za gitarę i dodaje do tego dość nieoczywiste wokale. Formuła One-man band dobrze się sprawdza w tym przypadku.

Sea Saw zagrał od początku do końca materiał z drugiej płyty, której jeszcze nie ma. Fizycznie nie ma, bo w głowie muzyków zadziało się i to naprawdę sporo. Upraszczając – przeszli na stronę hałasu. Wspaniała jest to zmiana, bo o ile wcześniejsze, psychodeliczne brzmienie bardzo lubiłem, to to skradło moje serce. Oby ta agresja i czysta pasja wylewające się z dźwięków udało się przenieść na wykonania studyjne. Zasługujemy na to, by dostać taką wersję Sea Saw na płycie.

you.Guru z kolei swoim koncertem dał solidną porcję rozrywki w wersji post-rockowej. Tylko był to post-rock o prowieniencji klasycznej, odmiany dawnego i minionego już indie, w dodatku z naleciałościami math rockowymi. Czyli nie męczenie buły, a taneczność w wydaniu lux, bo z mocnym kombinowaniem w każdym z utworów. Serio, nie dało się po prostu usiedzieć w miejscu i nawet mój popsuty kręgosłup szyjny musiał na chwilę wyluzować.

Tyle. Do następnego.